Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Blog o wnętrzach z tradycjami! Wnętrzarskie DIY, meble z duszą oraz trendy i nowinki ze świata designu.
    0 0

    Dziś chciałabym Wam pokazać mój pierwszy projekt na 2017 rok. Już podczas przygotowania artykułu o kolorze roku, ciemnofioletowy Shadow ogromnie przypadł mi do gustu. Wpadłam jak śliwka w kompot. Był na tyle intrygujący, że zapragnęłam go mieć. I pewnie byłby to typowy post w stylu „patrzcie, przemalowałam drzwi”, gdyby nie aspekt psychologiczny. Otóż pomalowanie drzwi na ciemny kolor było dla mnie szokiem. Dziś mija piaty dzień i wreszcie jestem zadowolona, wreszcie zaakceptowałam zmianę. A że lubię zadawać pytania, to ten post jest próbą odpowiedzi na jedno z nich: Dlaczego choć kolor nam się podoba możemy czuć się, źle w jego towarzystwie lub początkowo nie możemy go zaakceptować? Sam fakt wyboru ciemnego koloru, gdy dotąd otaczały mnie jasne kolory, był stresujący. Z jednej strony mocno pragnęłam zmian, bo pokój wydawał mi się nijaki i mdły a z drugiej strony z tyłu głowy błąkała się obawa, czy: nie przytłoczy wnętrza nie sprawi, że będzie ciemniej nie będzie zbytnio przykuwał wzroku, jako jedyny element ciemny (oprócz telewizora) na jasnej ścianie Nie obawiałam się absolutnie zmian (są one moją codziennością), ale obawiałam się zastosowania tak ciemnych barw. Zaskoczyło mnie to zupełnie, bo wydawało mi się, że z każdym kolejnym projektem zyskiwałam doświadczenie i takie obawy powinny być mi obce. To ja, jako projektant, powinnam mieć tą pewność i zarażać ją klienta. Główna obawa, która na pewno pojawi się Wam w głowie, to: Czy nie będzie za ciemno? Tak już mamy, że lubimy światło, słońce oraz jak jest jasno we wnętrzu. Na pewno nie chcielibyśmy zamienić jasnego przestrzennego wnętrza w ciemną, depresyjną klitkę. Czy Wy też macie obawy przed stosowaniem ciemnych barw? Dlatego malowanie ścian czy większych powierzchni na ciemny kolor trzeba przemyśleć. Ciemne ściany wybrać tylko do dobrze nasłonecznionego wnętrza. Wiedzieć, co wówczas zyskujemy: przytulność charakter – wnętrze nie wydaje się mdłe natychmiastowy efekt dekoracyjny – póki, co ciemne ściany...

    Czytaj więcej

    0 0
  • 01/24/17--04:04: Ważne momenty 2016
  • Czasami jeden moment, jedna decyzja mają wpływ na całe nasze życie. Przypomnijcie sobie momenty, które zmieniły Waszą przyszłość. I nie chodzi mi decyzje typowe, jak: wybór studiów, wybór pracy itp., tylko takie po których nikt, by się nie spodziewał, ze są kluczowe. A mimo wszystko podświadomie czujemy, że są ważne. Ja miałam kilka, takich kroków milowych i doskonale wiedziałam, kiedy podjęte przeze mnie decyzje, mogą być moim punktem zwrotnym. Przeczuwałam to w 2004, kiedy jeszcze jako studentka prosiłam tatę o pożyczenie 100 dolarów na „podróż mojego życia”. Jeden banknot, który pozwolił mi znaleźć miłość. Czułam to, kiedy w 2011 zapisałam się na kurs projektowania wnętrz oraz w 2015, kiedy zakładałam firmę. Czy w 2016 roku był choć jeden taki moment, który może zmienić choć trochę moje życie? Pewne rzeczy mogę ocenić dopiero z dłuższej perspektywy. Na razie nie chcę zapeszać. Czuję jednak, że jedna decyzja i dobrze wykonana praca zaowocuje pewnymi zmianami w 2017 roku. Jestem dumna z tego, że w 2016 udało mi się współpracować z markami takim jak VOX, IKEA, HOME AND YOU czy JYSK. Zawsze o tym marzyłam i bardzo się cieszę, że tak uznane marki mi zaufały i wybrały do współpracy.   Zapraszam Was na podsumowanie 2016 roku. Jednocześnie chciałabym Was zachęcić do tego, abyście brali udział w różnych konferencjach i spotkaniach blogerów. Tej energii jaką się otrzymuje i motywacji nie da się porównać z niczym innym. W tym roku starannie selekcjonowałam wydarzenia,  bo naprawdę nie jestem w stanie być wszędzie  a mimo wszystko podsumowując wszystko i tak działo się naprawdę. LUTY Zaczynamy od spotkania w Galerii Heban. Zdecydowanym bohaterem spotkania były lampy AXO i Dima Loginoff. Warto znać jego projekty. fot: Lidia Skuza Photography Przełom lutego i marca, to bardzo emocjonujący BLOG ROKU i pierwsza dziesiątka w kategorii Pasje i Twórczość! Ogromny stres i nieprzespane noce ciężko odchorowałam, ale mimo wszystko cieszę się, że wzięłam w nim...

    Czytaj więcej

    0 0

    Wpis o plannerach do pobrania był niekwestionowanym hitem na początku zeszłego roku. Nowy Rok kojarzy nam się z czystą kartką i wszyscy chcemy zaplanować naszą przyszłość jak najlepiej. Odkąd opublikowałam wpis o kalendarzach ściennych do pobrania prosiliście mnie o wpis o plannerach, a właściwie jego aktualizację. Plannery, w przeciwieństwie do kalendarzy, są cały czas aktualne, wystarczy uzupełnić je o aktualny terminarz na 2017 rok. A może tak jak ja nie znaleźliście jeszcze tego idealnego i wciąż go szukacie?. Muszę się Wam przyznać, że ja mam problem z tego typu plannerami. Co roku drukuję go, pełna nadziei, planów i wyidealizowanych obrazów siebie jako tej perfekcyjnie zorganizowanej. I co roku mój zapał słabnie po pierwszym miesiącu. Chyba nie jestem w stanie mieć wszystkiego zlokalizowanego w jednym miejscu. Swoje pomysły na posty zapisuję, niczym pisarz lub szalony naukowiec, na każdym wolnym skrawku papieru, serwetki etc. następnie przenoszę wszystko za pomocą małych, kolorowych karteczek na ścianę. Czasem ktoś mnie pyta: Nie brakuje Ci pomysłów na wpisy? Raczej brakuje mi czasu na ich napisanie. Obecnie mam przygotowane szkice dokładnie dla 97 wpisów. Ostatnio zaczęłam je nawet kasować, bo są tematy o których już wiem, że nie napiszę, bo kompletnie się przeterminowały (myślę, że coś co uważałam za trendy w 2014 roku, kiedy tworzyłam tę notatkę teraz dawno odchodzi to już w zapomnienie). Daty spotkań notuję w kalendarzu ściennym a tytuły postów i statystyki w oddzielnym organizatorze. A jak jest z Wami? Planujecie wszystko skrupulatnie przez cały rok czy jesteście spontaniczni? Zapraszam na aktualizację dobrze Wam znanego wpisu : DIY 15 plannerów do wydrukowania + naklejki Pozytywny planner Photo: pozytywnyplan.pl 2. Tegoroczny planner od Handmade home Planner do pobrania tutaj (klik) Photo: thehandmadehome 3. Na blogu Piafki znajdziecie piękny planner do wyrokowania z aż 8 okładkami do pobrania. Wszystkie z modnym motywem akwareli. Planner do pobrania tutaj (klik) Photo: Piafka.pl 4. Uzupełnienie zeszłorocznego kalendarza Pengems Cały planner do...

    Czytaj więcej

    0 0
  • 01/30/17--23:00: DIY Z PAPIERU ELSA
  • Przez ostatnie trzy dni i noce pracowałam niczym Kopciuszek nad strojem na bal. Miałam bardzo wymagającą klientkę – moją córkę – której obiecałam, że uszyję jej strój na bal. Zaczęło się dość niewinnie, od nieopatrznie rzuconych słów: a może bym Ci uszyła coś na bal? I moja latorośl uczepiła się tej myśli tak gwałtownie, z taką pasją i determinacją, że przez 2 następne tygodnie opowiedziała o tym dosłownie wszystkim: paniom w przedszkolu, kucharkom, mamom koleżanek i tak z błahej sprawy stała się to sprawa wagi państwowej. Za 3 dni bal a ja nie mam doświadczenia w szyciu, żadnego (może inaczej, uszyć uszyję, ale nie mam zmysłu projektantki odzieży i bez szablonu ani rusz). A najgorsze, ze moją radosną twórczość oceniać będą wszyscy a przede wszystkim ona. I te jej iskierki w oku, których w żaden sposób nie chciałabym zgasić stwierdzeniem: „nie uszyłam, nie dałam rady”! Powiedziało się A, to trzeba było powiedzieć B. Oczywiście brak doświadczenia objawił się już na wstępie, przy zakupach w hurtowni krawieckiej. Za dużo wszystkiego nabrałam, za drogo mnie to wyniosło. Po co, powiedzcie mi, kupować aż 15 m tiulu? Ogólnie mam materiału tyle, że mogłabym, obszyć pół przedszkola w niebieskie sukienki. Także ten tego, gdyby ktoś potrzebował niebieskiego tiulu to chętnie się podzielę. Poza tym do koszyka ładowałam dosłownie wszystko, co kojarzyło mi się z tematem Elsy. A koniec końców dekoracje do stroju zrobiłam własnoręcznie, używając papieru i lakieru metalicznego w kolorze srebrnym. Jak na nowicjusza przystało w międzyczasie trzykrotnie zmieniałam koncepcję stroju. Początkowo miła to być zwykła spódnica z tiulu na gumce i jakaś biała bluzka…ale potem popłynęłam. Oprócz tiulu kupiłam elastyczną bawełnę i to z niej postanowiłam uszyć prosta sukienkę. Bez projektu, bez ładu i składu, postawiłam na prostotę. Miałam cały koszyk asortymentu, którym łatałam wszystkie niedociągnięcia. Tam, gdzie brzydko strzępił się materiał cuda zdziała wstążka. To...

    Czytaj więcej

    0 0

    Nie bez przyczyny zatytułowałam ten post: 7 grzechów głównych. Jesteśmy tylko (lub jak wolicie aż) ludźmi i popełniamy błędy. Cały czas. Niektórzy potrafią się do nich przyznać (chwała im za to) a niektórzy będą kreować wizerunek człowieka nieomylnego. U mnie zawsze przeczytacie tak, jak było naprawdę – schrzaniłam projekt, to mam odwagę się do tego przyznać. Coś mi wyszło niespodziewanie dobrze – będę się tym chwalić. Czasami nieplanowany efekt okaże się ogromnym sukcesem – cały czas przecieram oczy ze zdziwienia, że tak wspaniale zareagowaliście na przemianę drzwi (widzieliście już moje ciemnofioletowe drzwi?). Do tego stopnia zadowolona jestem z efektu, że wręcz obawiam się kolejnych kroków, żeby czegoś nie popsuć. Żartuję, oczywiście. Zaryzykuję z krokiem numer dwa już wkrótce. Wcześniej małe testy i wybieranie koloru, ale zanim na blogu pojawi się szczegółowa relacja, dziś będzie o błędach, czy raczej grzechach projektowych, które mam na sumieniu. Na fali samokrytycyzmu, odsłaniania nieuporządkowanych zakamarków domu czy pokazywania brudnego zlewu, ja uraczę Was dziś swoimi grzechami. Nigdy nie udało mi się wykreować sztucznego wizerunku pani idealnej, więc nie muszę schodzić (bądź spadać) z wysokiego piedestału. Wracając do błędów, to oczywiście, że je popełniam, ale na szczęście jestem ich świadoma. W salonie jest ich przynajmniej 7. Dziś odsłaniam pierwszy, czyli galerię ścienną. Na usprawiedliwienie dodam, że większość z tych błędów popełniałam na etapie planowania w 2008, zanim zaczęłam się kształcić w dziedzinie projektowania wnętrz. I samo słowo „projektowanie”, zupełnie tu nie pasuje, bo w zasadzie projektu nie było. Były za to tablice inspiracji i wielkie plany, na piękne mieszkanie. Tak też było z galerią. Pomyślałam: fajna rzecz. Początkowo w planach miałam powieszenie w niej zdjęć z naszych podróży do Wietnamu, Kambodży czy Tajlandii, ale później przyszły dzieci i tysiące zdjęć prezentujących każdą ich minkę. Galeria się zmieniała, ciągle dochodziły do niej nowe ramki, wieszane zupełnie chaotycznie. Zaczęłam od 5 (ramki, to był wtedy spory wydatek w...

    Czytaj więcej

    0 0

    Ci, którzy dobrze mnie znają, wiedzą, że coś się zmieniło. Sama czuję, że od początku roku jest inaczej. Niby jestem z Wami a czuję, jakby mnie nie było. Wpisy, które ukazywały się z zaskakująca regularnością, teraz publikowane są z większą przypadkowością. Zwykle w poniedziałek rano na blogu mogliście przeczytać nowy, dopracowany materiał. Co zatem się dzieje? Jestem trochę rozdarta pomiędzy tym co uwielbiam robić – czyli pisaniem bloga – a emocjonalnie wyczerpującymi poszukiwaniami naszych wymarzonych czterech kątów. Całe weekendy od początku stycznia upływają nam na poszukiwaniach domu. Starego domu. I uwierzcie mi, nie jest łatwo. Dopiero teraz o miesiącu poszukiwań mogę konkretnie określić, czego potrzebujemy i nasze kryteria mocno się zawęziły. Dotychczas jedyne, co nas ograniczało to: budżet i wiek nieruchomości. Teraz doszły do tego jeszcze dwa kryteria: metraż i to, czy dom jest zamieszkały czy nie. O kryteriach, jakie powinna spełniać nasza nieruchomość i o tym, dlaczego tak trudno wyjaśnić innym, o co mi/nam naprawdę chodzi, napiszę wkrótce, bo uwierzcie mi, to temat na osobny post. Czasami, po prostu, czuję się jakbym była z Marsa a wszyscy mnie otaczający z Ziemi. W sumie tak do końca nie wiem, czy mój mąż mnie rozumie, bo ostatnio rzucił nerwowo: Weź Ty się zastanów, czego ty dokładnie chcesz? Życzliwi znajomi ostrzegają, że wiele rozwodów, to właśnie efekt poszukiwania domu, więc mamy trzymać wspólny front i nie dać się zwariować. Na razie mąż cierpliwie znosi poszukiwania starego domu, zgadza się na stary dom, ale taki, który spełnia też jego warunki. I to jest uczciwe. I warto o tym pamiętać, kiedy coś bardzo nam się podoba a druga połówka mówi: nie. Staram się to robić, naprawdę się staram, ale czasem sięgam po broń ostateczną: moje kobiece sztuczki, aby przekonać go do czegoś. Niedługo Wam napiszę, jak różne mamy podejście do zakupu nieruchomości. Zakup starej nieruchomości to, zdecydowanie, temat rzeka. Każdego dnia uczymy się...

    Czytaj więcej

    0 0

    Dzisiaj we Frankfurcie rozpoczęła się kolejna edycja najważniejszych i największych targów dóbr konsumpcyjnych na świecie – AMBIENTE 2017. Bardzo się cieszę, że dzięki zaproszeniu Polskich Fabryk Porcelany Ćmielów i Chodzież, mam okazję podziwiać je na żywo. Tak jak Mediolan dla producentów mebli, tak Frankfurt dla twórców przedmiotów dekoracyjnych, jest wręcz obowiązkowy. Jeśli marka chce liczyć się na rynku dóbr konsumpcyjnych, nie może jej tu zabraknąć. Dlatego tym bardziej cieszy mnie, że we Frankfurcie mogę podziwiać tak wiele polskich akcentów. Nowe kolekcje zaprezentowane przez marki naprawdę robią wrażenie. Targi podzielone są na trzy strefy: DINING – dekoracje i nakrycia stołowe, GIVING – prezenty i upominki oraz LIVING – pomysły dla mieszkań i domów. Jak myślicie, która zrobiła na mnie największe wrażenie? Source – Messe Frankfurt GmbH Pierwszy dzień i pierwsze emocje już za mną i muszę powiedzieć, że Frankfurt zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dziś skupiłam się na sekcji DINING. Obejrzałam setki modeli naczyń dekoracyjnych, szkła, kryształów, sztućców i wszystiego co na stole znaleźć się powinno. Do Mediolanu, na poszukiwanie trendów wyruszam zwykle z czystą głową tzn. nie sprawdzam przewidywań innych, aby się nimi nie sugerować. We Frankfurcie dałam się skusić i przeczytałam o czterech głównych trendach wyróżnionych przez Ambiente. Zanim opowiem Wam o moich „perełkach”, które dla Was znalazłam zobaczmy co proponuje Ambiente. TREND 1 Delikatne struktury To dość ciekawa obserwacja muszę przyznać. Ostatnio myśląc o Wielkanocy przeglądałam propozycje marek takich jak Zara Home, H&M czy polskich producentów szkła i mogę śmiało powiedzieć, że w Polsce jest teraz wielki boom na rżnięte szkło. wracają wazony z lat 60, które wcale nie wyglądały na lekkie. Inspirujemy się naturą i ulotnymi efektami jakie tworzy, jak piasek uformowany przez wiatr, płatek śniegu czy krople rosy. Przyznam się szczerze, że na razie nie rzuciły mi się w oczy delikatne struktury. Raczej dostrzegam rosnące zainteresowanie tak zwanym szkłem żłobionym a w niektórych przypadkach...

    Czytaj więcej

    0 0

    Wczoraj zakończyły się targi we Frankfurcie. Muszę Wam powiedzieć, że jestem pod ich ogromnym wrażeniem. Zmęczenie daje się już we znaki, bo codziennie zwiedzałam od 9 do 18 oglądając setki stoisk, ale uśmiech nie schodzi mi z ust. Było warto! Może nie zobaczyłam dużo mebli , ale za to, jeśli chodzi o dekorację stołów to naoglądałam się za wszystkie czasy. Przepiękna porcelana, najlepsze kryształy z całego świata, sztućce, tkaniny. Poprzednio opisałam Wam trendy zaproponowane przez Ambiente na rok 2017 oraz moje poszukiwanie ich na stoiska wystawców. Dziś zabieram Was na prawdziwą wystawę Trends 2017. Moją ulubioną. Absolutnie inspirującą. DELIKATNE STRUKTURY Jeśli przedmioty potrafią wywoływać uczucia to ja jestem zakochana. Delikatne struktury, matowe szkło w kontraście do grubszych, masywniejszych form. Wydawało mi się, że takie blade, delikatne struktury nie przypadną mi do gustu. Ostatnio wolę ostrzejsze i bardziej wyraziste połączenia kolorów. A jednak bardzo podobały mi się te nieoczywiste zestawy różnorakich faktur.  Opalizujące szkło, pełne blasku kryształy, nieregularne kształty połączone z matowym wykończeniem, puszystym kaszmirem a wszystko to na jednym stole. I nie chodzi tu tylko o blade kolory, pastele, róż, tu chodzi o swobodne i zmysłowe połączenie faktur i struktur. Jestem urzeczona i mam nadzieję, że choć trochę udało mi się oddać na zdjęciach czar tej wystawy. Ja zamierzam wkrótce wykorzystać tę lekcję do stworzenia takiej kompozycji w moim domu. NATURALNE SZLACHETNE MATERIAŁY Szlachetne materiały były dla mnie od zawsze w modzie. Myślę, że nikogo nie muszę przekonywać do tego, że szlachetne drewno to luksus i przyjemność, której nie da się zastąpić imitacją. Miedziany garnek, gliniana miska, skóra, drewno, wełna oraz (tu pewne zaskoczenie) nawet filc mają swoją wartość. Warto otaczać się przedmiotami dobrej jakości. Wtedy przyjemność z ich posiadania trwa dłużej. Myślę, że gdybym osiem lat temu wybrała panele a nie naturalne drewno pewnie dawno bym już je zmieniła a tak...

    Czytaj więcej

    0 0

    W oczekiwaniu na to, czym w tym roku zaskoczy mnie Mediolan (już nie mogę się doczekać!) przemierzyłam kilometry biegając po 11 halach AMBIENTE, aby znaleźć kolory, które mnie zachwycą i zainspirują. Kiedy zmęczenie minęło, pozostał czysty zachwyt. Choć poszukiwałam tendencji ogólnych, to jednak po zgromadzonym materiale muszę przyznać, że raczej powinniśmy się skupić na stole i przestrzeni wokół stołu. Uwielbiam pisać o kolorach, to już zapewne wiecie. Serce mi rośnie, jak we wnętrzach pojawiają się inne kolory niż biel i szarość. Widzę, że coraz odważniej stosujecie kolory we wnętrzach. Coraz więcej osób przykłada też ogromną wagę do aranżacji stołu. Za dwa miesiące będzie Wielkanoc a ja już dziś pokażę Wam najciekawsze zestawienia kolorystyczne. Zobaczymy, może coś Was zainspiruje. Nie wyrokuję jeszcze, jaki kolor będzie modny w przyszłym roku. Mam już takie podejrzenia, ale chciałabym zaprezentować je dopiero po Mediolanie, abym mogła utwierdzić się w swoim przekonaniu. Jestem pełna ekscytacji w oczekiwaniu na ten wyjazd! Zobaczcie, jak prezentowały się trendy kolorystyczne z zeszłorocznego Salone del Mobile. W zeszłym roku napisałam „Podsumowując: najmodniejsze będą zielenie.”, ale to dopiero w tym roku Pantone wybrał zieleń na kolor roku 2017. Dobrze mieć rację. Czy w tym roku poprawnie wytypuję kolor 2018, czy strzelę jak kulą w płot. Zobaczymy w kwietniu. A tymczasem zobaczcie, jakie kolory wpadły mi w oko we Frankfurcie. Ja to zwykle bywa czekało tam na mnie zupełne zeskoczenie. Starałam się oddzielić kolory, które są już modne od tych, które dopiero wkraczają na rynek.Trzeba jednak pamiętać, że są to targi produktowe i sprzedażowe. Próżno szukać tu jednoznacznych trendów. Raczej wolę się ich dopatrywać tam, gdzie rodzi się design a nie tam, gdzie się on sprzedaje. Ciemne barwy i złoto. Coraz częściej na stołach możemy podziwiać ciemne barwy skąpane w złocie. ROYAL CROWN DERBY Piękna zieleń zawsze w modzie. W palecie Śnieżki: 556 (Twórcza...

    Czytaj więcej

    0 0

    Kiedy poproszono mnie o pomoc w aranżacji wnętrza showroomu marki SIERADZKY, zgodziłam się bez wahania. To było ogromne wyzwanie. Miałam okazję pracować z osobą posiadająca własny niepowtarzalny styl i nieprzeciętną osobowość. Shoowroom, to coś więcej niż wnętrze mieszkalne, ma on być wizytówką marki. Musi być nie tylko funkcjonalny, ale również pokazywać osobowość projektanta. Wraz z IKEA (pracowaliśmy w oparciu wyłącznie o produkty tej marki) zadbaliśmy o to, aby wnętrze było zarazem przytulne, ale również reprezentowało styl projektanta. Tym razem miałam okazję przygotować projekt aranżacji wnętrza, czuwać nad jego realizacją, ale także dodać mały element, który spersonalizuje to wnętrze. Z tym większą przyjemnością zapraszam na relację z przygotowania warszawskiego showroomu marki SIERADZKY. WNĘTRZE PRZED METAMORFOZĄ Wnętrze przed metamorfozą było urządzone minimalistycznie w kolorystyce czerni i bieli. Projekty Maćka prezentowane były na prostych wieszakach. Brakowało wydzielonych stref, zwłaszcza miejsca do przymierzania projektów. Co ważne w pomieszczeniu nie było miejsca do siedzenia, a podstawowym typem oświetlenia było główne, będące jednocześnie funkcjonalnym (reflektorki na szynie) przez co projekty nie były wystarczająco wyeksponowane. ZAŁOŻENIA PROJEKTU Pierwsze spotkanie i omówienie faz projektu miało miejsce pod koniec stycznia. Kiedy otrzymałam propozycję zaprojektowania showroomu maki SIERADZKY nie wiedziałam zupełnie, jakie będą jego oczekiwania. Pierwsza myśl – showroom projektanta – można popuścić wodze fantazji i pokusić się o pełne szaleństwo. Na miejscu czekała mnie niespodzianka. Okazało się, że Maćkowi zależało na ociepleniu wnętrza, przy jednoczesnym podkreśleniu charakteru. Wnętrze powinno podobać się zarówno kobietom, czyli głównym klientkom Maćka, jak zachowywać męski charakter. Uważam, że złoto, musztardowy żółty i czerń sprawdziły się tutaj idealnie. Nie można zapomnieć o tym, że shoowroom Maćka to zarazem wizytówka jego marki SIERADZKY. Przytulne stonowane wnętrze, to jedno, ale nie można zapomnieć o tym, że musimy zobaczyć w nim odbicie charyzmatycznej osobowości Maćka. Oryginalne elementy, które będą od razu wskazywać, gdzie się znajdujemy i nie da się tego wnętrza pomylić z...

    Czytaj więcej